od kropeczki do serduszka

od kropeczki do serduszka

środa, 10 lutego 2016

Wspomnienia przed i poporodowe

Jestem w szóstym miesiącu ciąży.Jest marzec.Siedzę w oknie i patrzę jak leje deszcz.Myślę... "gdy drzewa już będą w pełni zielone,będę miała przy sobie moje dziecko". Serce na samą myśl kołatało mi ze strachu. W głowie miałam różne scenariusze ,a szczególnie taki że zaczynam rodzić i nie mogę dojechać do szpitala w Czarnkowie(czyli jakieś 50km).
Mijają miesiące,jest początek maja. Po sesji zdjęciowej, dzwonię do swojego lekarza i mówię że mam skurcze co 10 minut.Wdrapuje się z wielkim brzuchem i sukienką do kostek na ostatnie piętro bloku.Mówię mężowi "pakuj mnie,muszę jechać do szpitala,mam skurcze". Leżę w szpitalu kilka dni.Zaczyna mi się 33 tydzień. Muszą zatrzymać mi poród.Uf..udało się,ale mam zakaz wstawania.Jest już w domu.Do planowanego porodu zostało jeszcze 7 tygodni. Leże i czekam... Mam przepustkę na wyjście do lekarza i na ktg. Lęk przed porodem jeszcze bardziej się wzmaga. Nie mogę spać w nocy,jestem rozdrażniona tym,że nie mogę sama się ubrać,wykąpać i wstać normalnie z łóżka.
Ostatnia wizyta u lekarza.Jestem w 36 tygodniu. Słyszę "za tydzień w środę,musisz być rano w szpitalu" Apogeum osiąga moje ciśnienie,które przez stres i nadwagę rośnie z dnia na dzień.
Ostatnią noc przed porodem śpię jakby spokojniej niż zwykle,ale i tak mam skurcze między 4 a 5 rano.O 6 budzi mnie położna na ktg. Po 7 chodzę po korytarzu. Spotykam księdza.Przyjmuję komunię i staram się nie rozpłakać przy błogosławieństwie. Jeszcze standardowa procedura przed cesarką i zjeżdżam windą na salę operacyjną. Anestezjolog wbija mi się kilka razy w kręgosłup. Położna pyta "jak będzie miała córka na imię",odpowiadam "jeszcze nie wybraliśmy",wymieniam kilka które były zaplanowane. Położna odpowiada "na tej sali są dwie Anny", "odpowiadam "aha,to będzie trzecia". Imię... to dopiero było wyzwanie. Na szczęście Góra zadecydowała za mnie. Przytulona do położnej powtarzam w kółko niczym mantrę "wszystko dla mojej córki". Nie mogę już wytrzymać z bólu. W końcu znieczulenie zaczyna działać. Przychodzi moja Pani doktor i zaczyna cięcie.Po 15 minutach Ania jest już na świecie.Położna pokazuje mi mojego aniołka.Patrzę, a między nogami coś dynda. Mówię do niej "Boże,chłopiec?!! przecież mam wszystko różowe!",położna się śmieje, odpowiada "To pępowina.". Do końca szycia śmiałam się i cieszyłam, że już mam to za sobą. Ledwo wyjechałam z windy i zaczęłam krzyczeć "Anna Maria". Mąż podszedł do mnie i mnie pocałował, po czym przyszła moja siostra. Na sali pooperacyjnej nikt nie mógł mnie odwiedzić,ale Pani doktor przemyciła mojego męża,by mógł być ze mną choć przez chwilę.Zostałam sama,telefon się urywał od gratulacji.Po kilku godzinach położna przyniosła Anię do karmienia. Właśnie to spotkanie,gdy świeżo upieczona mama tuli pierwszy raz swoje maleństwo zapada głęboko w pamięć. Jutro skończy 8 miesięcy.Jej uśmiech jak to mąż mówi "wszystko kasuje". Tak. Nie pamiętam już bólu i nie obchodzi mnie że moje ciało to ruina. Najważniejsze,że jest ona-nasze największe szczęście.